piątek, 14 sierpnia 2015

[K] Są ludzie, którym szczęście [...] na mo­ment tyl­ko się ukaże po to tyl­ko, by uczy­nić życie tym smut­niej­sze i okrutniejsze

positivelynoteworthy:

Ph777 (via Alexander Nesterov)
LUCRECIA MARTÍNEZ
21.10.1987 r.
El Fuego. 

Yonkers miało być tylko początkiem. Razem z Jorge mieli wyprowadzić się z czasem do Nowego Jorku. Musiało być dobrze. Jorge studiował w stolicy, ukończył studia na kierunku architektury. Na nich zawsze jest zapotrzebowanie. Poza tym, oboje pochodzili z zamożnych rodzin. Choć ich związek z początku nie był brany na poważnie, bo przecież mieli dopiero po siedemnaście lat, to z biegiem lat został zaakceptowany, a dokładniej w momencie kiedy się zaręczyli. Gdy po roku wzięli ślub, otrzymali od rodziny wsparcie w postaci pieniędzy, dzięki czemu w spokoju mogli wyjechać do Stanów.
Yonkers stało się początkiem. To tutaj ich miłość zaczynała jeszcze bardziej rozkwitać, a razem z nią sama Lucrecia. W końcu zaczęła otwierać się przed światem, stała się bardziej otwarta, zawierała nowe znajomości. Jej koleżanki zazdrościły jej męża, tego w jaki sposób na nią patrzył, w jaki sposób o niej mówił, w jaki sposób ją kochał. Lucrecia poczuła, że pierwszy raz w życiu mogła powiedzieć, że jest szczęśliwa.
Yonkers zostało jedynie początkiem. Miało być inaczej. Jeszcze wtedy mieli wszystko ratować. Korzystali z każdego sposobu, by przetrwać ten kryzys. Ale to był zbyt wiele dla nich obojga. To było zbyt wiele dla Jorge. Nie potrafił znieść myśli, że ich dziecko pozostanie jedynie niespełnionym marzeniem, a miłość - ulotnym szczęściem. Wiecznie sprzeczki. Ciągłe kłótnie. Nieobecność Jorge. Płacz Lucreci. Oboje byli tak bardzo nieszczęśliwi. Ale czy to wszystko musiało się tak potoczyć?
Yonkers stało się jej przekleństwem. Starali się przez całe dwa lata, aż w końcu doszło do tego, co nieszczęśliwą kobietę zaboli najbardziej - do zdrady. Wtedy poczuła, że naprawdę spadła na dno przepaści. Mogła mu wybaczyć. Mogła. Ale po co, skoro on i tak jej już nie kochał? Po pięciu latach małżeństwa wzięli rozwód i zerwali z sobą kontakt. Ale Lucrecia nie straciła jedynie męża; straciła samą siebie. Sympatyczna istota, starająca się pomagać każdemu i być życzliwą dla każdego zniknęła. Po prostu zniknęła.
Yonkers zmieniło się w przykre wspomnienie. Pół roku po rozwodzie wróciła do ojczystego miasteczka. Całkiem inna. Silna. Niewzruszona. Stanowcza. Dumna. Kobieta ze stali. Ale gdzieś w głębi serca wciąż boli. Boli, bo nic nigdy się nie udaje. Jej życie to pasmo niepowodzeń, a jedyne co wychodzi to pisanie po północy.

______

Karta beznadziejna, wiem.
Mam pana do oddania chyba. 
Lubię dramaty.
Zapraszam. 

5 komentarzy:

  1. [Jest piękna. Pięknie dojrzała w swoim nieszczęściu.]/ Catelina

    OdpowiedzUsuń
  2. [...i dlatego komedie romantyczne zawsze kończą się na ślubie. A poważnie, to biedna ona. Cześć! Witamy w końcu i szanowna administrację w szeregach autorów ^^]

    Aida

    OdpowiedzUsuń
  3. (No i jest KP :D Wąteczek?)

    Lafayette de la Crúz

    OdpowiedzUsuń
  4. (Tak szczerze to tylko jeden i dość denny, no ale co tam XD Co Ty na to, żeby Lucrecia w pewnym sensie "matkowała" mojej postaci? W senie, była dla niej taką starszą siostrą? Życie ją doświadczyło, a Faye mimo wieku wciąż ma sobie coś z nastolatki. 1000 szalonych pomysłów na minutę, nie ma zamiaru się ustatkować i ciągle ładuje się w kłopoty razem z Aidą. Lucrecia mogłaby od czasu do czasu wylać jej na łeb kubeł zimnej wody. Co Ty na to?)

    Lafayette de la Crúz

    OdpowiedzUsuń
  5. (Mogłabyś zacząć?)

    Lafayette de la Crúz

    OdpowiedzUsuń